#bezmyślnik Felietony

Detoks.

Śmiem twierdzić i mam ku temu podstawy, że gdybym kilka dni temu nie znalazła w sobie odwagi i nie odcięła się od strumienia napływających codziennie informacji, to lada moment byłabym nie do odratowania i to niezależnie od ilości dostępnych respiratorów albo czasu spędzonego w oczekiwaniu na wolne szpitalne łóżko. W rubryce przyczyna śmierci wpisano by: przedawkowanie. W archiwach, natomiast, spoczęłyby bardziej szczegółowe akta, w tym raport z sekcji zwłok. Denatka, lat 35, substancje przedawkowane: covid i współistniejące, w szczególności - codzienność, frustracja, feminizm, polityka, reżim sanitarny.

27 tysięcy zakażonych, 22 tysiące, 600 osób zmarło, 300, 500, lockdown nie, narodowa kwarantanna tak, maseczki tak, maseczki nie, Bitwa o Empik, Bitwa o Kościół, Strajk Kobiet, Bunt Młodych, Ruch Ośmiu Gwiazd, Straż Narodowa. To jest wojna. 23:35, rozporządzenia nie ma. 23:47- jest. Dziennik ustaw, pozycja 1984, paragraf dwudziesty piąty, ustęp siedemnasty. Restauracje działają tylko na wynos, hotele nie działają wcale. Branża fitness? Kaplica. Kaplice? Te miałyby się świetnie, gdyby nie fakt, że ktoś je zdewastował. W ich bliskim sąsiedztwie podobno robi się teraz izolatoria. Izolacja? Obecnie z urzędu. Urzędy? Tutaj stabilnie, wciąż niewydolne. Niewydolność? Ale ta oddechowa? Okropność, postępuje szybko, zjada płuca i wymaga respiratora. Respiratory? Nie ma, handlarz bronią nie dostarczył. Broń? Broń Cię Panie Boże spoglądać na policjanta, bo pałką po żebrach w imię ochrony zdrowia. Ochrona zdrowia? Z szacunku dla ratujących życie – przemilczę. Milczenie? Nadal jest złotem, ale nie u nas. A u nas jak? Chyba lepiej, bo nie jesteśmy już podzieleni według poglądów politycznych a według gustów muzycznych. Prym nadal, bez zaskoczenia, wiodą kobiety: „dziewczyna bez zęba na przedzie” versus „dziewczyna z Biedronki”. I jakby się uprzeć, to można by się dopatrzeć w tym wszystkim jakiegoś sensu, ale co ma uczynić ten, który z natury stroni od upartości?

Ja wybrałam chwilowy detoks. Ucieczkę od wiadra informacyjnych pomyj. Wybrałam kilka dni, podczas których mogę powrócić do czystej formy człowieczeństwa. Do wolności, do stanu kiedy mam czas zapłakać ze wzruszenia, pogapić się w niebo, posłuchać szumiącego oceanu. Nic nie buczy, nic nie świszczy, żadnego przesteru. Wszystko jest tam, gdzie powinno być. Siedzę na sycylijskim balkonie, popijam herbatę z miodem. Nie zadaję sobie pytań, czy to rozsądne, czy to właściwe, czy to bezpieczne. Pozwalam sobie być. Płynąć z nurtem pewności ale także obaw. Czy kiedyś z tego wyjdziemy? Czy spadniemy na cztery łapy? Jaka będzie nasza przyszłość? Czy będziemy kochać tych samych ludzi, czy może innych? Kogo zabraknie a kto będzie trwał do końca? Jaka będzie z tego nauka i czy w ogóle jakaś? Wspominam momenty, kiedy naprawdę czułam się szczęśliwa- promienie chorwackiego słońca, kąpiele błotne w Żarach, pierwsze „mama” wypowiedziane przez Leę, wiatr pod kaskiem, świąteczne prezenty od R., szuter uderzający w podeszwy butów.

Wierzę, że każdy z nas ma własne granice wytrzymałości, każdy z codzienności bierze tyle, ile jest w stanie udźwignąć. Niektórzy z nas są strongmanami i potrafią szarpnąć więcej aniżeli inni, niektórych codzienność przygniotła już dawno. Czasem jednak, niezależnie od tężyzny fizycznej i siły charakteru, potrzebna nam przechadzka po zawieszonej nad przestrzenią linie. Byśmy mogli poczuć balans, złapać równowagę, zaznać spokoju. Otworzyć oczy na życie.

Dziś, z głębin człowieczeństwa, życzę Wam właśnie tego.

0 0 vote
Article Rating
Subscribe
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments